Już kilka sezonów planowałem poświęcić trochę czasu na ten gatunek, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. W zeszłym roku otarłem się o samicę z młodym. Fotografując storczyka podkolana białego w sudeckiej dąbrowie dosłownie naszła na mnie owca z jagnięciem. Niestety za późno sięgnąłem po teleobiektyw…
W tym roku zagiąłem na muflona parol. Najpierw spróbowałem podchodu w znanej mi od lat ostoi muflona na Pogórzu Kaczawskim. Niemal wszystko zagrało – pogoda, kierunek wiatru, maskowanie… Niestety, niemal wszystko :-) Otóż, gdy wolno, od drzewa do drzewa płynąłem po jesiennym lesie i wydawało mi się, że już za chwilę dane mi będzie ujrzeć pierwszego muflona, zobaczyłem… psa. W środku lasu myśliwska psina snuła się z nosem przy ziemi i o mało co nie odbiła się ode mnie :-) Oszczekała mnie krótko, dla kurażu i oddaliła się. Podchód w tym rewirze zakończony… Skręciłem zatem w drugi znany mi mufloni rewir. Ale i tam spotkałem tego samego psa…
Żeby nie tracić dnia pojechałem na śródleśne łąki z zamiarem pozostania tam do wieczora i zobaczenia, czy gdzieś muflony nie wychodzą na żer. Dokładnie o siedemnastej dostrzegłem dwa muflony żerujące pod lasem, w odległym końcu łąk. O zdjęciach dziś nie było mowy. Ale ponieważ zwierzęta pasły się blisko ambony, postanowiłem wrócić tu nazajutrz i zaczaić się na nie na ambonie.
Następnego dnia udałem się najpierw do jeszcze jednego z muflonich rewirów. W ciepłolubnej dąbrowie ze skałkami spotkałem co prawda jednego osobnika, ale rokowania na zdjęcia były słabe. Podchód utrudniała przejrzystość dąbrowy (las prawie bez podszytu) oraz opadłe już, suche, szeleszczące pod krokami liście. Po pewnym czasie zawróciłem, zwłaszcza że słońce zaczęło już mocno świecić dając zbyt duże kontrasty.
Pojechałem więc na namierzoną wczoraj ambonę. Może tu się uda? Jeśli jest to stałe żerowisko zwierząt, mam szansę na zdjęcia, a jeśli wczoraj muflony pojawiły się tu tylko przygodnie? Cóż, bez zasiadki tego nie sprawdzę. Poza tym nie mam nic do stracenia – to moja „ostatnia deska ratunku” (wiem, że przez najbliższe dwa tygodnie nie będę mógł tu przyjechać). Już o trzynastej jestem na ambonie. Po dwóch godzinach, kiedy jest jako taka pewność, że zniknął zapach człowieka, zaczynam niecierpliwie zaglądać przez szczeliny w deskach ambony. Im bliżej piątej po południu tym bardziej się emocjonuję. Co chwila sprawdzam godzinę… jeszcze trochę, a ona wybije, a tu…są! Za cztery piąta(!) pojawiają się dwa muflony. Dwa tryki zgodnie pasą się na łące nie oddalając się zbyt daleko od ściany lasu. Robię upragnione zdjęcia muflona. Większość czasu kieruję obiektyw na starszego tryka, o mocno poskręcanych rogach – ślimach.

Brak komentarzy