…wędruję przez jesienny las. Ostatnim akordem odchodzącej nocy jest bledniejąca tarcza księżyca. Luna rozdziewa swe białe szaty oddając je trawom w postaci szronu. Czekam na skraju polany w nadziei, że coś się wydarzy. Choć i same bycie w kolorowym lesie jest ambrozją dla zmysłów. Promienie niskiego słońca coraz mocniej podświetlają barwne liście. Nagle na polanę wbiega daniel. Młody byczek staje paradnie i spogląda prosto na moją skuloną postać. Nie może mnie rozpoznać…

Po chwili oddala się. Tkwię nadal w kuckach zauroczony niebywałym spotkaniem. Ale na tym nie koniec. Po paru minutach z przeciwległego krańca polany idzie w moją stronę drugi, starszy byk daniela. Fotografuję go, gdy wchodzi w słoneczną plamę. Życie jest piękne!

Potem wkraczam pod leśny baldachim i wolno przemieszczam się od dębu do paklonu, od paklonu do graba, od graba do lipy… Słońce coraz śmielej zagląda w leśne uroczysko pobudzając do śpiewu ptaki; jak na wiosnę! Śpiewają lub podśpiewują: strzyżyk, pełzacz leśny, bogatka, kowalik, rudzik. Odnoszę wrażenie, że nie są to ani śpiewy znakujące rewiry ani wabiące samicę, a raczej spontaniczna, choć krótkotrwała radość istnienia…

3 komentarze
Swaitło ,rewelacja
Gratuluje i zazdoszczęe spotkania. Drugie zdjęcie jest genialne. Pozdrawiam :)
Dziękuję Wam i pozdrawiam.