Tęsknota za doświadczeniem dzikiej przyrody pchnęła Autora do wyjazdu na Alaskę. Ta sama tęsknota skłoniła mnie do nabycia i przeczytania jego książki wydanej ostatnio w polskim tłumaczeniu przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Sięgnąłem po nią z wielkimi nadziejami. Sam na sam z Alaską – to może być to!
Pewien Szkot zostawia frustrująca biurową pracę i wyjeżdża na Alaskę, gdzie buduje chatę, w której spędza zimę robiąc wypady po okolicach psim zaprzęgiem; trochę poluje. Zaprzyjaźnia się z miejscowymi Alaskanami, których odwiedza. Utrzymuje kontakt telefoniczny z żoną i małymi dziećmi oraz śle artykuły o swoim pobycie do prasy.
Warto było tę książkę, raz jeden, przeczytać. Choć jest nieco przydługa… Wiele drobiazgowych opisów zwykłych czynności przydaje książce cechy reporterskiej relacji. Z drugiej strony to właśnie konkretne opisy-przepisy radzenia sobie w surowych zimowych warunkach w alaskańskiej puszczy są najmocniejszą stroną książki Grieve’a (mniej opisy jego wypadków, częstokroć wynikające z nieroztropności).
Choć akcja książki dzieje się w dzikiej przyrodzie, pozostaje ona na drugim planie. Na pierwszym jest praca przy budowie chaty, powożenie psim zaprzęgiem, spotkania z Alaskanami… A każde spotkanie z dzikim zwierzęciem odbieranie jest przez Guya jako bezpośrednie zagrożenie życia człowieka. Obojętnie czy to będzie baribal, grizzly, wilk czy… łoś.
Jednak długie tygodnie samotnego przebywanie w leśnej głuszy robią swoje i Autor ulega urokowi dzikiej przyrody. Pewnego wieczoru wypowiada taką oto intrygującą refleksję:
„Ciągle jeszcze nie zabrałem się do czytania wierszy, które dostałem od przyjaciela, i teraz przekonałem się, że poezja nie jest mi potrzebna. Sztuka może co najwyżej liczyć na zbliżenie się do natury, lecz nigdy nie zdoła jej przewyższyć. Być może dzieje się tak dlatego, że istniejemy tylko przez krótką chwilę i nasze zmysły są zbyt niedojrzałe, abyśmy mogli w pełni oddać głębię otaczającego nas piękna.”
Na koniec… szacunek dla Autora za odwagę i determinację w realizacji wytyczonego sobie celu. I za wytrwanie z samym sobą. A odwagę czerpał Grieve i z lektury Jacka Londona, i od przyjaciół, a jak mówi irlandzkie przysłowie: „dwie trzecie pomocy to dodać odwagi”.
1 Komentarz
Zachwycam się tą książką także. a zaczęło się oprócz Jacka Londona i Jamesa Olivera Curwooda od książki Erica Coliera „Nad rzeką bobrów” Dzięki nieocenionemu internetowi sprawdziłam – to prawdziwa historia… Wystarczy wpisać do wyszukiwarki: Eric Colier.
Guy Grieve daje wspaniałą lekcją samotności- która nie musi być przekleństwem. Wręcz przeciwnie – pozwala zaprzyjaźnić się i pogodzić z samym sobą…