Chyba najciekawszy album jaki nam Artur pozostawił… Fotograficzny zapis czasów, które nieubłaganie odchodzą… Czarno-białe datowane zdjęcia tworzą fotokronikę życia Nadbużan na przełomie wieków.
Pstryk… i dwoje staruszków znieruchomiało na uginającej się ławeczce przed chatą, obok okna i sterty starannie ułożonych, przyciętych siekierą patyczków na rozpałkę do pieca. Pstryk… podwórze z pootwieranymi drzwiami od domu i od stodoły czy kurnika, stojące rowery, dziobiące kury, wiszące pranie, i nagi tors gospodarza wskazującego coś w górze. Pstryk… polna piaszczysta droga, dmuchawce, pastwisko, patrzące krowy, wiatrak z dziurawym podbrzuszem. Pstryk… dwaj chłopcy na płocie wyciągający ręce i przemawiający do byczka Fernando. Pstryk… odpoczynek na tyłach pielgrzymki, pod brzozą, z pochyloną głową, boso, z fałdami sukienki podkreślającymi długie nogi.
Na zdjęciach niemal czuć zapach czasów minionych i mijających. A na tych najbardziej współczesnych – niespieszny czasu upływ.
W tym albumie Artur zostawił nam jeszcze kilkanaście pięknych tekstów. Również one są zapisem odchodzących czasów albo prostego życia ludzi w zgodzie z…, no właśnie z czym? z naturą? ze swoim przeznaczeniem? z wiarą? Jakkolwiek by było, prawie zawsze jest to obraz życia niespiesznego. Owe teksty zawierają oprócz akcentów nostalgicznych także porcję humoru. I zawsze między wierszami czuć ciepły stosunek Autora do spotykanych i fotografowanych ludzi.
Takie życie było pewnie Arturowi najbliższe (pamiętam, że trochę utyskiwał na narastający pośpiech cywilizacyjny) – spokojne życie niespiesznych ludzi, w bliskim kontakcie z przyrodą.
Brak komentarzy